23am – Robert Miles


23am – Robert Miles

Spis utworów:
1. Introducing 3’25”
2. A New Flower 5’58”
3. Everyday Life 10’30”
4. Freedom 5’51”
5. Textures 3’14”
6. Enjoy 5’55”
7. Flying Away 4’59”
8. Heatwave 5’56”
9. Maresias 5’48”
10. Full Moon 6’59”
11. Leaving Behind… 2’21”

23am – coś z tym czasem jest nie tak. U mnie właśnie minęła północ. Dobra pora by posłuchać muzyki, więc sięgam po album R. Milesa – 23am. Znam go już od pewnego czasu bo został wydany 23 listopada 1997 r. Większość konsumentów muzyki kojarzy Milesa ze stylem dream dance. Ta muzyka jest na szczęście nieco inna, właściwie dream a nie dance. Utwory nie tak znane jak Children czy Fable ale za to nie zdominowane przez rytm. Są po prostu inne od wydanych na Dreamland. Niektórzy mogli by zapytać, czy to na pewno ten sam Robert Miles. Chyba tak. Robert Miles: prawdziwe nazwisko – Robert Concina, data urodzenia / miejsce : 3 listopada 1969 / Neuchatel Szwajcaria.
Zagadkowy tytuł 23am, powstał dzięki dziwnemu błędowi telefonicznej zegarynki, która pomieszała funkcje zegara 12 godzinnego z 24 godzinnym, dało to Milesowi do myślenia o paradoksach dotyczących pojęcia czasu. Dziwne są powody, dla których człowiek sobie zasem pomyśli.
Album zamyka w sobie cykl istnienia, od narodzin, przez dzieciństwo, dojrzałość i śmierć. 23am zaczyna się utworem Introducing powolną partią smyczkową, później jest coś jakby burza, wszystko pływa i przelewa się. W drugim utworze A New Flower słychać pokrzykujące i gaworzące dziecko, pozytywkę, zaś barwy muzycznie charakterystyczne dla wcześniejszych dokonań autora, ale delikatniejsze i stonowane. Everyday Life rozpoczyna się powolnym intrem – dźwiękowo zbliżonym do poprzedniego kawałka. Słychać gdzieniegdzie trochę śpiewu oraz jakieś obce głosy, efekt jadącego pociągu aż w pewnym momencie następuje przyspieszenie, ujawnia się rytm i śpiewa Nancy Danino. Znów wyciszenie, zanik rytmu, odgłosy mew po czym rytm i śpiew wracają do normy aż do końcowego wyciszenia z kosmicznymi bulgotami i mrocznym nastrojem. Duża różnorodność tak jak w życiu. Początek Freedom jest rozmarzony, później ujawnia się rytm i śpiewa Kathy Sledge. Ta piosenka była napisana przez Milesa dla Madonny. Jednak nie nagrała jej, więc zdecydował się włączać ją do własnego albumu. Chyba tylko ten utwór z całego albumu był szerzej znany. I znów spokojny początek, odzywa się sekcja smyczkowa, jakieś elektryczne piano, perkusja, sekcja dęta parę zmian nastroju, głosy, ot i cały Textures. Enjoy od razu zaczyna się żywiołowo, nieco szybsze tempo, ale te same barwy, odzywa się syntetyczny bas i śpiew Kathy Sledge. Zwiewny i delikatny początek Flying Away przekształca się w rozmarzony instrumental, do poprzednio wymienianych instrumentów dołącza jeszcze saksofon, trochę skrzeczenia, bulgotania i pomruków, perkusja pojawia się tylko w niektórych momentach dla podkreślenia nastroju. Początek Heatwave to przestrzeń, nie jakaś tam mroczna ale taka zwyczajna trochę zamglona i mokra, bardzo spokojny rytm, tylko trochę basu i gitary, w końcu akcję ożywia sekcja dęta i solo na gitarze elektrycznej.
W Maresias elektryczne piano, smyczki i delikatny syntetyczny bas, odrobinę perkusji, główną zaś rolę odgrywa saksofon. Powolny przestrzenny początek Full Moon może tylko zmylić. Zaczyna smutny wokal Nancy Danino a później jest wyostrzenie rytmu i zaciemnienie krajobrazu agresywnym syntetycznym leadem. Muzyka na płycie jest przepojona różnymi dziwnymi obcymi głosami. W tym utworze jest pewna ciekawostka związana właśnie z głosami, w momencie gdy wskaźnik pokazuje 5’40” od początku utworu, słychać głos brzmiący dość swojsko. W naszym ojczystym coś jakby: „…według szacunków przekroczona wysokość sześć i pół metra…”. Ciekawe z jakiego banku próbek pochodzi ten dźwięk i czy autor wybrał polskie słowa świadomie. Sądzę że wybór był raczej przypadkowy bo po tym następuje jeszcze cały zbiór takich różnych głosów w innych dziwnych językach. Album kończy się utworem Leaving Behind bardzo mglistym, bez rytmu, przez chwilę słychać bicie serca. Utwór jest nawiązaniem do śmierci.

Jako, że 23am jest opowiastką o życiu, nie ma przerw między utworami bo życie nigdy się nie zatrzymuje. Jest na nim 61 minut muzyki, miejscami trochę zamyślonej ale zważywszy na porę naprawdę dość smakowitej.

Na płycie oprócz wyczynów Roberta Milesa można także usłyszeć: Kathy Sledge (z Sister Sledge) w utworach Freedom i Enjoy oraz Nancy Danino w Everyday Life i Full Moon.

Copyright el_vis.